Czas na podatki dochodowe

Przełom 2016 i 2017 roku to zdecydowanie był czas dedykowany VAT. Wszystko wskazuje na to, że kolejna zmiana kalendarza będzie kojarzyła się głównie z podatkami dochodowymi.

Mamy projekt dużej nowelizacji trzech ustaw o podatkach dochodowych (CIT/PIT/Ryczałt). Wprawdzie nie jest to, zapowiadana w przeszłości, rewolucja, w ramach której miały być łączone podatki, czy też likwidowane niektóre z nich, ale bez wątpienia i tak czekają nas duże zmiany.

Szkoda tylko, że bezsprzecznym efektem projektowanych modyfikacji prawa podatkowego będzie podwyższanie podatków. Oczywiście, że nie chodzi o podwyższanie stawek. Tylko kompletny ignorant fiskalny podwyższa stawki podatku (ups, chyba komuś podpadłem), aby zwiększać wpływy. Nie chodzi przy tym o, skądinąd cały czas aktualną, a moim zdaniem  bezsprzecznie słuszną, tezę twórcy liberalizmu gospodarczego, czyli Adama Smitha, ale również wizerunek polityczny (chociaż z drugiej strony zawsze znajdzie się jakiś pseudo Janosik, co to chce zabierać bogatym).

Przecież można podwyższać podatki nie dotykając stawek, a nawet je obniżając.

Wystarczy wprowadzić limit na opodatkowanie zryczałtowane przychodów z najmu (akurat to nie jest najgorszy pomysł), albo pomanipulować w kosztach uzyskania przychodu przedsiębiorców, którzy opłacają PIT lub CIT.

I to, najwyraźniej, przed nami.

Bo jak inaczej określić pomysł na limitowanie kosztów finansowania dłużnego. Co prawda autor projektu rezygnuje z wyłączenia kosztowego w ramach tzw. cienkiej kapitalizacji przy pożyczkach pomiędzy podmiotami powiązanymi, jednak z drugiej strony „proponuje” powszechną cienką kapitalizację, i to o poszerzonym działaniu.

O ile bowiem jeszcze w tym roku, czy w latach poprzednich, jeżeli podatnik nie wybrał opcjonalnego rozliczania kosztów finansowania dłużnego to musiał limitować odsetki pożyczając od podmiotu powiązanego, o tyle w ramach proponowanych regulacji w każdym przypadku korzystania z zewnętrznych pieniędzy, należało będzie sprawdzać, czy na pewno wszystkie odsetki mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Oczywiście jedna poprawka: mówmy odsetki limitujemy znacznie więcej bo również opłaty, prowizje, premie, ale UWAGA – również część odsetkową raty leasingowej. Czyli leasing, ten znienawidzony przez część przedstawicieli fikusa zwłaszcza przy samochodach osobowych, leasing ma „awansować” do kategorii finansowania dłużnego objętego limitem kosztowym.To jednak jeszcze nie koniec. Bo limitowaniu podlegać mają również kary i opłaty za opóźnienia w zapłacie zobowiązań i, co szczególnie interesujące, koszty zabezpieczeń należności i zobowiązań (w tym koszty pochodnych instrumentów finansowych) niezależnie na rzecz kogo zostały poniesione.

Czyli po kieszeni dostanie nawet ten, który nie tylko nie zaciąga pożyczki, ale wręcz ją daję i przy okazji np. ubezpiecza swoją należność. To się nazywa rozmach w definiowaniu pojęcia odsetek, przepraszam, kosztów finansowania dłużnego.

Jedno muszę przyznać, przepisy dotyczące tzw. cienkiej kapitalizacji, zarówno w swoim ostatnim brzmieniu, jak i we wcześniejszej wersji przysparzały dużo kłopotów podatnikom. Nie chodzi mi przy tym wyłącznie o uciążliwość fiskalną, ale również o problemy z ich zrozumieniem. Jednak ich potencjalny następca wcale nie musi okazać się lepszy. Wystarczy już nawet pobieżna lektura projektu art. 15c ustawy o CIT by móc domyślać się, że dla niektórych będzie to trudna czytanka i nie lada łamigłówka.

Aby nie być gołosłownym, już w pierwszym ustępie zagadka. Jak wyznaczamy limit 30%, przekroczenie których powoduje nKUP, skoro mowa jest o kwocie odpowiadającej 30% dochodu stanowiącego podstawę opodatkowania, powiększonego o wartość zaliczonych w tym roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodu odpisów amortyzacyjnych od środków trwałych, o których mowa w art. 16a-16m, oraz o dodatnią różnicę między przychodami i kosztami finansowania zewnętrznego.

Poczynając od końca: co to są „koszty finansowania zewnętrznego”, czy to jest to samo, co zdefiniowane w tym artykule „koszty finansowania dłużnego”?

Ale również, od czego liczyć owe 30% od dochodu + amortyzacja czy amortyzacja stanowiąca KUP? Czy 30% powiększamy o dodatnią różnicę, czy może sumę dochodu i amortyzacji winniśmy zwiększyć o różnicę między przychodami i kosztami finansowania zewnętrznego, by dopiero od takiej łącznej kwoty obliczyć owe 30%. Pojawił się nawet pomysł, że chodzi o dodatnia różnice między przychodami finansowania zewnętrznego i kosztami finansowania zewnętrznego – wprawdzie uzasadniałoby to wskazanie na „zewnętrzne” w miejsce „dłużnego”, jednak chyba nie o to chodziło.

Jeżeli wczytamy się w uzasadnienie do projektu i zapoznamy się z zasadami unijnymi Dyrektywy, w której wprost przywołany jest wskaźnik EBITDA (na co nie chce zdecydować się polski prawodawca) to stwierdzimy, że należy zastosować wzór: 30% x [dochód + amortyzacja/KU/ST + (przychód – koszty finansowania zewnętrznego)]

Szkoda, że nie wynika to wprost z przepisu bo przecież nie każdy czyta uzasadnienia, prawo unijne…

Może i się czepiam, szukam dziury w całym, ale jeśli nie teraz to kiedy?

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 13 września 2017

Komentarze:

Scroll Up