Ekologia ręka w rękę z podatkami?

Wydatki na eksploatację samochodu osobowego, który nie został wprowadzony do ewidencji środków trwałych (czy w przypadku spółek – nie będący składnikiem majątku podatnika), mogą być zaliczone do kosztów podatkowych firmy, w tym celu podatnik musi prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu. Dotyczy to m.in. samochodów wynajętych lub stanowiących własność prywatną przedsiębiorcy. Oczywiście wydatki na eksploatację muszą mieć związek z prowadzoną działalnością podatnika.

Chociaż prawodawca nie posługuje się wzorem ewidencji przebiegu pojazdów, to jednak specyfikuje informacje, jakie powinny się w niej znaleźć.

Według takich, ewidencja powinna zawierać dane osoby, która używa pojazdu, numer rejestracyjny pojazdu i pojemność jego silnika, datę i cel wyjazdu, opis trasy (skąd – dokąd), liczbę faktycznie przejechanych kilometrów oraz stawkę za 1 km przebiegu (stawka ta uzależniona jest od pojemności silnika i została określona w rozporządzeniu, które obowiązuje od… 2007 roku), a także kwotę wynikającą z przemnożenia faktycznie przejechanych kilometrów przez stawkę, podpis podatnika i jego dane.

W praktyce prowadzenie takiej ewidencji może przysporzyć trochę problemów, dodatkowo wydatki na używanie pojazdu są kosztem wyłącznie do wysokości limitu, który wylicza się mnożąc stawkę za kilometr oraz liczbę przejechanych kilometrów.

Ten czasochłonny obowiązek nie dotyczy jednak samochodów napędzanych silnikami elektrycznymi, a także tych, gdzie silnikowi elektrycznemu towarzyszy spalinowy.

Takie stanowisko potwierdził Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji indywidualnej z 31 sierpnia 2011 r., sygn. IPPB3/423-494/11-2/GJ oraz w interpretacji z dnia 4 stycznia 2017 r., sygn. 1462-IPPB6.4510.575.2016.1.AG.

W obu interpretacjach uzasadnienie stanowiska było podobne i odnosiło się do rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 25 marca 2002 r.

Jak czytamy w niniejszym rozporządzeniu, stawka za jeden kilometr przebiegu pojazdu jest uzależniona od pojemności skokowej silnika. Takie sformułowanie pozwala sądzić, że przepisy te dotyczą pojazdów z silnikami spalinowymi. Bowiem to w ich przypadku może być mowa o pojemności silnika. Oznacza to, że przepisy te z kolei nie mogą dotyczyć samochodów z szeroko pojętym napędem elektrycznym ponieważ w ich przypadku nie ma mowy o pojemności silnika. Tak też stwierdzili wnioskodawcy w przypadku obu wydanych interpretacji oraz w obu przypadkach zostało to potwierdzone przez Dyrektora IS.

Należy mieć nadzieję, że ustawodawca celowo nie wymienił takiego typu pojazdów w przepisach dla propagowania rozwiązań przyjaznych środowisku, wszakże rozwój elektromobilności ma być kołem zamachowym polskiej gospodarki – jak zapewniał wicepremier Mateusz Morawiecki.

Zważając na powyższe należy uznać, że posiadając samochód w pełni elektryczny typu EV (Electric Vehicle), ale także hybrydowy typu EREV (extended-range electric vehicles) – gdzie silnik spalinowy stanowi dla silnika spalinowego dodatkowe źródło energii – który nie jest składnikiem majątku podatnika bądź nie jest wprowadzony do ewidencji środków trwałych, cały koszt z tytułu jego używania dla potrzeb działalności gospodarczej będzie stanowił dla podatnika koszt uzyskania przychodów przy założeniu, że koszty te są ponoszone w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów.

Z technicznego punktu widzenia stanowisko Dyrektora IS oznacza, że aby rozliczyć cały koszt z tytułu używania samochodu musi mieć on napęd elektryczny, który jest głównym napędem pojazdu, czyli np. Tesla, BMW i3 (także w wersji REx) czy Hyundai ioniq electric.

Jednak czy takie stanowisko może dotyczyć także coraz popularniejszych samochodów hybrydowych, w których silnik elektryczny oraz spalinowy stale ze sobą współpracują, czyli np. VW Golf GTE, Toyota Prius czy BMW 330e.

Jak wcześniej wspomniałem w rozporządzeniu dotyczącym rozliczania kilometrówki zawarte jest, że stawka za jeden kilometr zależy od pojemności silnika pojazdu, a w tym przypadku można bez wątpienia taką ustalić. Dodatkowo pojazdy takie mogą jeździć wyłącznie przy użyciu silnika spalinowego, co jest kolejną przesłanką do uznania ich za przedmiot powyższych regulacji, z drugiej zaś strony mogą jeździć też wyłącznie przy użyciu silnika elektrycznego, co znowu wyklucza je jako przedmiot takich regulacji. I tu powstaje problem.

Logika podpowiada, że w takim przypadku powinno zwyciężyć stanowisko proekologiczne, tj. takie jak w ww. interpretacjach, w końcu jak wspomniałem wyżej rozwój elektromobilności ma być kołem zamachowym polskiej gospodarki. Obecnie można zaobserwować stały wzrost popytu na auta ekologiczne, co potwierdzają też eksperci rynku motoryzacyjnego. Jednak dodają, że nadal potrzebne jest wsparcie dla e-motoryzacji, gdyż zachęt do kupowania aut ekologicznych ciągle bowiem w Polsce brakuje.

Jednak praktyka nie musi się zgadzać z logiką i rozliczanie samochodów hybrydowych ze współpracującymi równolegle silnikami spalinowym oraz elektrycznym, może odbywać się na takich samych warunkach jak w przypadku samochodów zwykłych, spalinowych. Niestety nie ma interpretacji, które podpowiedziałyby jakie stanowisko w tej sytuacji przyjmuje fiskus.

Jeżeli w istocie resort finansów chce wykorzystać podatki do promowania rozwiązań ekologicznych to czas porzucić rozwiązania „subtelne” i półśrodki, a wprowadzić jednoznaczne regulacje podatkowe. Dobrze jednak aby prawodawca posłużył się marchewką, premiując tych podatników, którzy wybiorą rozwiązania przyjazne dla środowiska, a nie kijem podwyższając obciążenia fiskalne dla wszystkich innych.

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 11 września 2017

Komentarze:

Scroll Up