Gdzie dwóch się bije tam… fiskus korzysta?

Stwierdzenie, że podatnik i fiskus są po dwóch różnych barykadach podatkowych sporów trąca truizmem.

Ale co gdy podatki dzielą kontrahentów, tj. przepisy podatkowe albo ich wykładnia „wbija klina” pomiędzy podatników?

To najgorsza z możliwych sytuacji bo wówczas postawa organu może sprowadzać się do wyczekiwania, które można skwitować stwierdzeniem: walczcie, kto przegrywa ten płaci.

Czy faktycznie są takie przypadki?

Niestety, są a nawet jest ich coraz więcej.

Pierwszy z brzegu przykład odwrotnego opodatkowania VAT. Osobiście uważam, że sama instytucja płacenia VAT przez nabywcę to nic złego. Wręcz może wpływać pozytywne na cash flow firmy, która ma pełne prawo do odliczenia VAT. Otóż bowiem, nie płaci ona podatku w cenie towaru czy usługi a dopiero rozlicza go w deklaracji. Jak jest czynnym podatnikiem VAT z pełnym prawem do odliczenia to de facto wykazuje taki podatek jako należny i naliczony, nawet przejściowo nie ponoszące jego ciężaru ekonomicznego. No a jeżeli jeszcze podatnikowi udało się zachować rozliczenie kwartalne to już w ogóle jest to dla niego przyjazna sytuacja (przy rozliczeniu na zasadzie ogólnej płaci kontrahentowi brutto i czeka na rozliczenie VAT do deklaracji).

Jednym słowem odwrotne opodatkowanie VAT to jest to co lubię… no nie do końca, czy może nie w każdym przypadku. Gorzej, gdy taka operacja nie jest tak do końca jednoznaczna i sprzedawca obawia się zastosować odwrotne opodatkowanie (i trudno jest mu się dziwić bo gdyby się okazało, że taka procedura nie jest właściwa to ma zaległość). Z drugiej strony nabywca otrzymując fakturę z VAT, twierdząc że to on jest podatnikiem, nie ma prawa do rozliczenia podatku naliczonego (jeżeli odliczy a nie miał prawa to ma zaległość i „podwójne odsetki” – więcej o nich w odrębnym wpisie).

No i zaczyna się…

Kontrahenci – z obawy przed skutkami fiskalnymi – upierają się przy swoim, już się nie lubią, może nawet zrywają współpracę. Tak czy inaczej Skarb Państwa jest wygrany bo jeden płaci, drugi nie odlicza.

A jeżeli jeszcze okaże się, że któryś z nich popełni błąd, to jest duża szansa, że fiskusowi wpadną jakieś odsetki, może dodatkowe zobowiązanie podatkowe…

A odwrotnego opodatkowania z dodatkowymi zastrzeżeniami (czyli nie każda transakcja a jedynie wówczas gdy spełniony jest szczególny warunek) coraz więcej. Po laptopach, tabletach, smartfonach czy konsolach teraz jeszcze mamy roboty budowlane, ale tylko w podwykonawstwie.

Co gorsze, przypadków, w których podatki mogą zepsuć dobrą współpracę między kontrahentami jest znacznie, znacznie więcej.

W zasadzie miałem w tym miejscu napisać o problemie opodatkowania PIT przedsiębiorców, którzy otrzymują od swoich kontrahentów nagrody w związku z udziałem w konkursie promocyjnym czy sprzedaży premiowej. Miałem pochylić się nad tym zagadnieniem, i zastanowić się nad tym jaki podatek i kto go płaci: 10% vs 19% , płaci sam podatnik czy organizator jako płatnik…

Oprócz tego, przy okazji miałem przypomnieć problem kompleksowych akcji marketingowych i potencjalnych napięć pomiędzy kontrahentami w związku z brakiem prawa do odliczenia VAT od takich prezentów.

No ale rozpisałem się o odwrotnym opodatkowaniu. Tak więc, do zagadnień reklamowych, ryzyka podatkowego z nimi związanego, a co gorsze niebezpieczeństwa, że podatki poróżnią kontrahentów, wrócę w kolejnym wpisie (o ile znów się nie rozpiszę na inny temat 😊 ).

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 15 marca 2017

Komentarze:

Scroll Up