O co chodzi z tym „czeskim patentem”?

Pewnie wielokrotnie widywaliście samochody na czeskich „tablicach” w Polsce. Co nikogo raczej nie dziwiło, ot nasi bliscy sąsiedzi przyjechali do naszego kraju. Ale od jakichś dwóch lat zjawisko to nasiliło się do tego stopnia, że wiele sportowych i luksusowych aut ma takie rejestracje. Nie oznacza to, że nagle bogatsi obywatele sąsiedniego kraju zaczęli nas często odwiedzać. Za kierownicami tych samochodów są najczęściej Polacy. Polacy którzy w taki sposób zaoszczędzili sporo pieniędzy.

Więc o co chodzi? W czasach wszechobecnego Internetu i błyskawicznego przepływu informacji, myślę, że większość zainteresowanych wie „o co chodzi”. Tym, którzy jeszcze nie znają szczegółów spróbuję to wytłumaczyć.

Jest to efekt polskich  przepisów podatkowych, zwłaszcza VAT, ale nie tylko. Regulacje uniemożliwiają pełne odliczenie VAT od samochodów osobowych używanych nie tylko na potrzeby działalności gospodarczej ale także na cele prywatne. W takim przypadku możliwe jest odliczenie 50% podatku VAT od zakupu jak i kosztów eksploatacji pojazdu bez żadnych dodatkowych obowiązków. Obecnie sama kratka już nie wystarczy. Jeśli przedsiębiorca chce odliczyć 100% podatku VAT od kosztów, musi zadeklarować, że samochód będzie przeznaczony wyłącznie na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej, a także zostać zgłoszony w urzędzie skarbowym, a sam przedsiębiorca zobowiązany jest prowadzić szczegółową ewidencję przebiegu takiego pojazdu, z dokładnym wskazaniem m.in. osoby kierującej oraz daty, miejsca i celu wyjazdu.

Uderzyło to najbardziej w osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, gdzie  codziennością było używanie samochodu zakupionego „na firmę” w celach prywatnych.

Jako że naturalną praktyką każdego przedsiębiorcy jest szukanie rozwiązań optymalizujących działalność, m.in. poprzez zaliczenie do kosztów podatkowych jak największej części ponoszonych wydatków czy odliczania jak największej kwoty zapłaconego podatku, a te związane z samochodem zazwyczaj stanowią ich dużą część.

Jednym z takich rozwiązań, pozwalających na pełne odliczenie podatku VAT od zakupu i eksploatacji pojazdu, jest przeniesienie całości lub części działalności albo utworzenie oddziału Spółki czy wykup części udziałów w Spółce działającej w kraju gdzie jest to możliwe – ot np. Republika Czeska. Z perspektywy rodzimych przedsiębiorców kierunek ten jest bardzo interesujący. Co więcej przeniesienie takie wiąże się także z dodatkowymi korzyściami, nie tylko z możliwością pełnego odliczenia podatku VAT.

O tym, że jest tam pełne odliczenie podatku VAT już wspomniałem, dodatkowy atut to brak akcyzy na nowe samochody. Zatrzymajmy się przy akcyzie, wiecie że Polska jako jedyna w Europie ma taką daninę? Jest to mniej uciążliwe dla „normalnych” samochodów z silnikami o pojemności do 2 litrów – wtedy akcyza wynosi 3,1% od ceny pojazdu, w przypadku samochodów uznanych za luksusowe, akcyza wynosi już – 18,6% od ceny auta. Zatem kupując luksusowe auto bez akcyzy można oszczędzić sporą sumę pieniędzy. Przy czym musimy sobie doprecyzować, że dla polskiego prawodawcy luksus zaczyna się od 2 litrów pojemności silnika.

Dodatkowym atutem jest mniejsze obciążenia w zakresie podatku dochodowego w Czechach, do tego kraj ten leży tuż za polską południową granicą, co znacznie ułatwia przemieszczanie się pomiędzy krajami, a tamtejsza kultura i język nie powinny stanowić bariery w prowadzeniu biznesu.

Zarejestrowana w Czechach „firma”, może tak naprawdę znajdować się w szufladzie jakiegoś biura rachunkowego oby tylko była płatnikiem VAT, ba powstało sporo firm świadczących usługi pośrednictwa w zakładaniu czy przenoszeniu przedsiębiorstw, wykupowaniu udziałów w już założonych Spółkach, rejestracji czy leasingu aut, a także występowaniu o zwrot VAT. Te same firmy także mogą udzielić pomocy w samym prowadzeniu działalności u naszych sąsiadów.

Jak to się robi? Po krótce wytłumaczę.

Samo kupno samochodu może odbyć się w jakimkolwiek kraju, najczęściej jednak jest to Polska albo po prostu Czechy. Pierwszy przypadek jest bardziej skomplikowany bo trzeba później ubiegać się o zwrot podatku akcyzowego od naczelnika urzędu celno-skarbowego w Polsce, tak więc lepiej jest kupić samochód na miejscu. Do salonu udając się z wypisem z rejestru sądowego w ręce otrzymujecie fakturę netto – bez VAT. Następnie należy uiścić w czeskim urzędzie skarbowym tzw. zaliczkę podatku VAT (stawka wynosi 21 proc.), wyliczoną na podstawie faktury/umowy zakupu. Najpóźniej po kilku miesiącach cała zaliczka powinna trafić z powrotem na konto bankowe przedsiębiorcy. Kolejny etap to rejestracja samochodu w czeskim wydziale komunikacji. Całość zajmuje 1-2 dni robocze i kosztuje, w przeliczeniu, ok. 570 zł.

Także wydatki związane z bieżącym serwisowaniem czy zakupem paliwa uprawniają do pełnego odliczenia zapłaconego podatku VAT. Amortyzacja pojazdów trwa tam pięć lat i nie jest ograniczona kwotowo.

To wszystko oznacza tylko tyle, że budżet naszego państwa traci na tym procederze duże pieniądze. Konsekwencją tego jest opracowanie noweli do przepisów o podatku akcyzowym, która to wprowadza nowe, nie liczone procentowo tylko według wzoru, stawki akcyzy na samochody osobowe. Projekt na razie utknął w Sejmie na pierwszym czytaniu (które odbyło się 24 stycznia 2017 r.). Co ciekawe projekt nie zakłada zwolnienia samochodów dostawczych do 3,5t z podatku akcyzowego, co jest bez sensu zważywszy na to, że to „woły robocze”, a nie dobra luksusowe i takie zwolnienie obecnie obowiązuje. Zaznaczone zostało za to ekologiczne nastawienie ustawodawcy. Całkowicie wyłączone z zakresu przedmiotowego podatku akcyzowego mają być pojazdy elektryczne (wyłącznie elektryczne jak np. Tesla Model S), a na samochody hybrydowe będzie ustanowiona obniżona akcyza o 20% w stosunku do akcyzy obliczonej przy zastosowaniu wspomnianego wzoru.

Jak widać, dopiero utrata sporych zysków zmusiła władzę do dokonania jakichkolwiek zmian w podatku akcyzowym od samochodów osobowych, który de facto według mnie nie powinien w ogóle istnieć. I tak też zapewne uważa większość osób, więc myślę, że zjawisko tzw. „czeskiego patentu” nie zostanie całkowicie zlikwidowane. Zwłaszcza, że system podatkowy naszych południowych sąsiadów jest o wiele przyjaźniejszy niż polski (według niektórych, co jest totalną bzdurą, to wina doradców podatkowych).

Tak więc nadal będzie można spotkać na naszych ulicach przemykające nowe Porsche czy modne ostatnio Lamborghini na czeskich numerach bo to zwyczajnie się opłaca, a ludzie których stać na takie samochody i mogą pozwolić sobie na opisane tu działanie, zazwyczaj myślą na tyle logicznie, że mając do wyboru między nie opłaceniem podatków a ich opłaceniem wybierają – tak jak zresztą większość by zrobiła – pierwszą opcję.

Bo drogi czytelniku, wolałbyś wydać na nowe Ferrari 488 GTB – 1 400 000 złotych jako firma zarejestrowana w Polsce czy 960 000 zł jako firma zarejestrowana w Czechach? Aż 180 000 złotych zawarte w cenie tego auta w Polsce to sama akcyza.

Cóż, wybór jest oczywisty.

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 11 marca 2017

Komentarze:

Scroll Up