Objaśnienia podatkowe – czy to już prawo?

Od 2017 roku w polskim prawie podatkowym mamy nowe narzędzie, za pomocą którego minister finansów (a teraz to i jeszcze dodatkowo rozwoju) może mówić nam jak mamy rozumieć przepisy podatkowe.

No i dobrze, podatnikom będzie łatwiej funkcjonować w gąszczu przepisów, orzeczeń i interpretacji.

Tylko czy na pewno?

A w zasadzie do czego kolejna, po ogólnej interpretacji, instytucja służąca tłumaczeniu z polskiego na nasze (czy raczej z prawniczo-podatkowego na polskie), jeżeli większość polskich przepisów podatkowych to dzieło resortu finansów? Wiem, wiem, że nie resortu finansów tylko parlamentu ale chodzi o rzeczywistego autora.

W zdecydowanej większości polskie prawo podatkowe ma swoje rządowe źródła. Oczywiście nie chodzi tylko o obecnych włodarzy ale również ich poprzedników.

Czyż nie lepiej byłoby tworzyć bardziej czytelnych i jednoznacznych przepisów.

Oj, zaraz ktoś złośliwy powie, że nie byłoby to na rękę nam, doradcom podatkowym, a jakiś domorosły filozof uzna, że tak naprawdę to spisek doradców.

Bzdura – ale nie miejsce tutaj na wywody (przynajmniej nie w tym wpisie) na temat tego, że sytuacja, w której nie da się przepisów logicznie zinterpretować wcale nie jest nam na rękę.

No przecież zamiast interpretować lepiej by było stworzyć porządne przepisy, względnie poprawić te, które już są (a przynajmniej te, które się da).

Czyż normalną jest sytuacja, w której powstają nowe przepisy, a za chwilę trzeba je dodatkowo tłumaczyć w jakiś formalny sposób? Zdecydowanie NIE.

A tak już jest od pewnego czasu. Do tego stopnia, że na koniec 2015 roku została wydana ogólna interpretacja do przepisu, który wchodził w życie… 1 stycznia 2016 roku!

Ale problem ogólnych interpretacji, a od 2017 roku również objaśnień jest istotniejszy niż mogłoby się wydawać.

Tak naprawdę to one wcale nie muszą podatnikom ułatwiać funkcjonowania.

W praktyce bowiem, np. ogólna interpretacja zamyka drogę do uzyskania interpretacji indywidualnej. Przykładem tego może być interpretacja ogólna z 1 kwietnia 2016 roku (czy na pewna data wydania była przypadkowa?) dotycząca momentu wykonania robót budowlanych. Branża budowlana nie zgadzała się z poglądem organów, spierała się w drodze interpretacji to … ogólna interpretacja zamknęła drogę do nowych sporów prowadzonych w tej formie. Teraz podatnik może się z nią nie zgadzać, robić po swojemu ale jak go sprawdzą to sprawa zakończy się w sądzie (a przecież w polskim systemie prawa podatkowego mamy domniemanie winy podatnika co oznacza, że za kilka lat nie będzie już tego podatnika i problem sam się rozwiąże).

Od nowego roku mamy objaśnienia.

A co jeżeli ich treść mi się nie spodoba?

To mogę robić po swojemu tylko biorąc pod uwagę faktyczne znaczenie takich objaśnień, nawet jeżeli tylko faktyczny a nie formalny, to muszę liczyć się z tym, że w przypadku sporu, kolejny raz przyjdzie mi prowadzić sądowe potyczki.

Niby ogólne interpretacje i objaśnienia mają pomagać podatnikom.

Jednak czy w rzeczywistości nie jest to jakaś szczególna forma prawodawstwa podatkowego? Czyż w większości przypadków organ, ale i ostrożny podatnik nie zastosuje się do ogólnej interpretacji i objaśnień?

Tylko w takiej sytuacji musimy postawić kolejne pytanie: po co nam ustawy podatkowe?

Czy nie zbliżamy się niebezpiecznie do pytania: po co nam parlament, skoro ma tworzyć prawo, a przecież można by było to załatwić objaśnieniami poszczególnych ministrów…?

No tak, a w ostatnim wpisie zapowiadałem, że napiszę o zagrożeniach fiskalnych w działalności reklamowej i znów mi się nie udało. Do trzech razy sztuka.

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 26 marca 2017

Komentarze:

Scroll Up