Obniżenie podatków? Jak najbardziej ale darujcie nam opowieści o gruszkach na wierzbie!

Proste i niskie podatki to niemal gwarancja wysokich wpływów do budżetu. Ta prawda znana jest od wieków. Ponad dwieście lat temu zwrócił na to uwagę niejaki Smith, Adam Smith.

Skoro na salony polityczne wraca temat obniżania podatków a to ociera się o teorie podatkowe ojca ekonomii to w jakiś sposób czuję się upoważniony do tego by zabrać głos w tej sprawie. Skoro „Smith” to taki brytyjski „Kowalski”, to kto inny jak nie Kowalski właśnie może odnieść się do „rewolucyjnych” zmian mających na celu obniżenie podatków.

Przyjmuję wyzwanie (które sam sobie postawiłem).

Ale, czy na pewno powinienem się w tej sprawie wypowiadać?

Przecież według jednego z autorów pomysłu, że już o panu, czołowym zwolenniku hurtowego zatrudniania sąsiadów zza południowo-wschodniej granicy, nie wspomnę, to my doradcy krytykujemy pomysł w obawie o to, że staniemy się niepotrzebni w krainie miodem i mlekiem płynącej, jaką stanie się nasz kraj po wprowadzeniu proponowanych zmian.

Niestety, powód krytyki (bo istotnie taka jest również z naszej strony), jest zdecydowanie inny: po prostu znamy się na podatkach.

Że już o braku potrzeby „zdobywania serc wyborców” nie wspomnę.

Likwidacja CIT i PIT czy raczej zastąpienie ich podatkiem obrotowym.

Super to brzmi: brak kosztów to brak problemu, brak możliwości popełniania błędów, urzędnicy będą skierowani na front walki z wyłudzeniem VAT…

No tak, tylko tutaj już pada teoria o złośliwych doradcach, co to krytykują bo boją się o własne kieszenie. Skoro nie będzie redukcji aparatu skarbowego, a wzmożone działania w VAT to tam przecież się przydamy…

Sęk w tym, że to jest mrzonka. Opowieści pseudofachowców, którzy infantylizują problem podatków.

Przecież podatek od przychodów już istnieje i to od lat: to ryczałt od przychodów ewidencjonowanych.

Tutaj widać, że chcąc stosować opodatkowanie przychodu koniecznie należy zróżnicować stawki dla poszczególnych rodzajów działalności gospodarczej. To z kolei oznacza, że owszem z kosztami nie mamy problemów ale odpowiednia klasyfikacja rodzaju działalności… to jest sztuka, a skoro tak to i pole do nadużyć. Dzisiaj liczba ryczałtowców jest stosunkowo nieduża  ale nie oznacza to małej ilości pytań i wątpliwości. Co by było gdyby taki podatek stał się zasadą.

W niezliczonych wywiadach możemy przeczytać, że podatek obrotowy to mega zachęta do inwestowania. Większej bzdury nie słyszałem. Jeżeli wydatki nie miałyby wpływać na wysokość obciążenia to racjonalnie działający przedsiębiorca wiedziałby jedno: trzeba ciąć wydatki bo one nie spowodują w żaden sposób zmniejszenia obciążeń. I to nie chodzi tylko o inwestycje sensu stricte ale również o inwestowanie w pracowników.

Podatek obrotowy to ograniczenie szarej strefy? Wprost przeciwnie, skoro legalne wydatki nie wpłyną na wysokość podatku to po co płacić pracownikom wynagrodzenia, nawet jeżeli ich koszt fiskalny to tylko 25% czy kontrahentowi, który musiałby się przychodem podzielić ze Skarbem Państwa.

Podatnicy CIT mieliby zapłacić 1,5% od przychodu a PIT ponad dwa razy więcej (bo 3,6%) to wobec braku kosztów osoby fizyczne byłyby na straconej pozycji – no może trochę upraszczam ale to prowokowałoby do tego aby schodzili do szarej strefy.

Ale, ale, ale. Mógłbym podnosić jeszcze wiele argumentów przemawiających za tym, że pomysł wprowadzenia podatku od przychodów jest POP PROSTU ZŁY!

Zapewne skutek byłby taki, że zwolennicy takiej „dobrej zmiany” stwierdziliby: no tak doradca podatkowy …

Jedno jest pewne: system podatkowy trzeba zmienić bo to co teraz mamy woła o pomstę do nieba.

A w zasadzie nie tylko jedno jest pewne, mam takich fiskalnych truizmów znacznie więcej,   bo chociażby: koniecznym jest obniżanie kosztów pracy, te dzisiejsze skutecznie hamują rozwój; likwidacja kosztów? Skąd znowu, TRZEBA ograniczyć wyłączenia z kosztów podatkowych.

Taki mój apel do polityków (mam wrażenie, że nie tylko mój): nie obiecujcie nam gruszek na wierzbie!

Obniżenia podatków, kosztów pracy – jestem za!

Ale, nie ma takiej możliwości by w krótkim czasie zostały obniżone koszty pracy, przedsiębiorcy płacili niższe podatki a jednocześnie Skarb Państwa na tym nie stracił. To jest fizycznie niemożliwe. W dłuższej perspektywie czasowej, i owszem ale nie z dnia na dzień.

No właśnie, w dłuższej perspektywie czasu… i tu jest pies pogrzebany, lepiej ogłosić, iż zrobimy takie podatkowe czary mary, że Polacy zarobią więcej o kilkaset złotych miesięcznie albo i jeszcze więcej.

Czyżby już zaczęły się przedwyborcze obietnice fiskalne?  Nie za wcześnie?

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 21 kwietnia 2017

Komentarze:

Scroll Up