Sprzedaż premiowa z przeszkodami

Od pewnego czasu „próbowałem” odnieść się do problemu sprzedaży premiowej i… nadszedł czas by dotrzymać słowa, chociaż absurdów fiskalnych jest tak dużo…

No dobrze, o co więc chodzi z tą sprzedażą premiową. A dokładniej gdzie jest problem.

Ale, ale. Przypomnijmy co to jest sprzedaż premiowa.

W praktyce, to akcja sprzedażowa w ramach której każdy kto kupi określony towar lub usługę dostanie nagrodę, prezent.

Jeżeli nagrodzonym jest konsument to sprawa jest prosta: jeżeli wartość nagrody nie przekracza 760 zł to przychód, który uzyskuje otrzymujący prezent korzysta ze zwolnienia od PIT i wszyscy są zadowoleni.

W przypadku gdy wartość nagrody jest wyższa (nawet o jeden grosz), wówczas cała wartość nagrody stanowi przychód klienta.

Jednak w ustawie o PIT prawodawca wprowadził funkcję płatnika dla wydającego nagrodę i do tego zryczałtowany podatek (10%), dzięki czemu wartość nagrody nie wpływa na kwoty w zeznaniu rocznym nagrodzonego.

Podatek rozlicza organizator akcji. W zasadzie powinien pobrać podatek od nagrodzonego ale jak dobrze sporządzi regulamin to zapłaci za niego taki podatek i jeszcze jego kwotę zaliczy do swoich kosztów podatkowych.

Schody zaczynają się gdy nagrodzonym jest przedsiębiorca – podatnik PIT.

Kto w takiej sytuacji rozlicza podatek i jak należy go wyliczyć?

Problem polega na tym, że sądy twierdzą jedno, a organy drugie.

Z orzeczeń NSA dowiadujemy się, że nie jest ważne kto dostaje nagrodę: konsument czy przedsiębiorca. Sądy twierdzą: w obu przypadkach podatek jest zryczałtowany, stawka 10%, a płatnikiem organizator sprzedaży premiowej.

Czyli również przedsiębiorca (podatnik PIT), który np. do zakupionego laptopa dostanie drukarkę może powiedzieć: mnie nic tutaj nie interesuje bo podatek płaci płatnik (zwolnienie dla przedsiębiorców nie jest przewidziane, i to nie budzi wątpliwości).

Sęk w tym, że organy stosują inną wykładnię. Według nich to sam przedsiębiorca musi rozliczyć przychód i zapłacić od niego podatek (chyba, że zachodzą przesłanki do zneutralizowania go kosztem).

No i jesteśmy o krok od sporu.

Wystarczy bowiem, że organizator zastosuje wykładnię organów a nagrodzony sądów i… to co miało zbliżyć kontrahentów, poprawić relacje między nimi może być powodów sporów bo według każdego z nich podatek ma zapłacić ten drugi.

Ale nawet gdyby organizator zapłacił podatek nie zawsze uchroni to nagrodzonego od problemów. Bo przecież organ i tak może uznać, że przecież nagrodzony winien był zapłacić podatek.

Co wiec zrobić? Tutaj nie ma dobrego rozwiązania… no chyba, że podatek rozliczą obie strony.

Zwolennicy teorii spiskowych mogliby uznać, że o to właśnie chodzi.

Obawiam się jednak, że powód jest inny: to zwykła indolencja prawodawcy.

Bo przecież wystarczyłoby porządnie napisać przepisy. To chyba jednak przekracza możliwości polskiego ustawodawcy podatkowego.

Niestety, jakoś musimy sobie radzić, dopóki przepisy nie zostaną zmienione albo resort finansów nie wyda w swej światłości ogólnej interpretacji lub nie wykorzysta swojego najnowszego prawotwórczego wynalazku, objaśnień (który zasadniej byłoby nazwać poradniczek). Czyli, niestety, nie prędko…

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
— 12 kwietnia 2017

Komentarze:

Scroll Up